Ekran, który pomagał przetrwać: Sarajewo otwiera swój festiwal filmowy
Z kina urządzonego w piwnicy podczas oblężenia Sarajewa wyrósł jeden z najważniejszych festiwali filmowych Europy Południowo-Wschodniej. 14 sierpnia jego 32. edycję otworzy podróż Thomasa i Eriki Mannów przez zrujnowane Niemcy roku 1949.
Podczas oblężenia Sarajewa mało kto zaliczyłby kino do rzeczy potrzebnych miastu do przetrwania. Potrzebne były woda, chleb, lekarstwa, prąd i taka droga przez ulice, której nie obejmował wzrokiem snajper.
Miasto nie składa się jednak wyłącznie z ciał wymagających ochrony. Tworzą je także wspomnienia, wyobrażenia i zdolność do pomyślenia innej przyszłości. Co się z nim dzieje, kiedy ludzie przestają wspólnie oglądać i opowiadać historie?
W Sarajewie odpowiedź nie powstała w eseju, lecz w piwnicy.
Kino w oblężonym Sarajewie
Od 1992 do początku 1996 roku stolica Bośni była niemal całkowicie otoczona. Oddziały armii bośniackich Serbów ostrzeliwały ją z pobliskich wzgórz. Pociski trafiały w domy, targowiska i kolejki, a snajperzy celowali w ludzi niosących wodę, przechodzących przez ulicę lub idących z dziećmi. Międzynarodowy Trybunał Karny stwierdził później, że ataki na cywilów stanowiły celową kampanię terroru.
Woda, prąd i ogrzewanie wielokrotnie przestawały działać, brakowało żywności. Przez ponad trzy lata codzienności towarzyszyła świadomość, że okno, skrzyżowanie albo kilka metrów odsłoniętej ulicy może oznaczać śmierć. Tysiące cywilów zginęło lub zostało rannych.
W lutym 1993 roku Obala Art Centar otworzyło w tym mieście War Cinema Apollo. Sala mieściła się w piwnicy Akademii Sztuk Scenicznych. Prąd zapewniał generator, a filmy wyświetlano z kaset wideo przemycanych różnymi drogami do oblężonego miasta.
Symboliczną ceną biletu był jeden papieros. Gotówka prawie straciła znaczenie, a papierosy stały się środkiem wymiany.
Widzowie nadal musieli jednak dotrzeć do kina. Wychodzili z piwnic i mieszkań, przemierzali niebezpieczne ulice i siadali razem przed ekranem. Apollo niemal zawsze było pełne. Od lutego 1993 do grudnia 1995 roku odbywały się tam cykle, retrospektywy oraz programy międzynarodowych festiwali.
Niebezpieczeństwo nie znikało na czas seansu. Na zewnątrz miasto wciąż było oblegane. W ciemnej sali otwierała się jednak na kilka godzin przestrzeń, której oblegający nie mogli w pełni kontrolować: inne krajobrazy, inne głosy oraz historie, których zakończenia wojna jeszcze nie przesądziła.
Kino nie oznaczało wtedy ucieczki od rzeczywistości. Oznaczało odmowę przyjęcia w niej wyłącznie roli ofiary.
Pierwszy festiwal przed końcem wojny
Z piwnicznego kina narodził się w 1995 roku pierwszy Sarajevo Film Festival. Wojna jeszcze trwała, a układ pokojowy w Dayton miał zostać wynegocjowany dopiero kilka tygodni później.
Od 27 października do 7 listopada w Bośniackim Centrum Kultury pokazano 37 filmów z 15 krajów. Najważniejsze prezentowano na taśmie 35 mm, pozostałe wciąż na kasetach. Przyszło około 15 tysięcy osób – w mieście nadal naznaczonym oblężeniem.
Festiwal nie oznaczał, że wszystko znowu jest dobrze. Właśnie na tym polega jego znaczenie. Nie powstał po wojnie, kiedy było już wiadomo, że miasto przetrwało, lecz w chwili, gdy taka przyszłość nie była jeszcze pewna.
Inicjatorzy skupieni wokół Obala Art Centar chcieli dzięki filmom ocalić obywatelskiego i kosmopolitycznego ducha Sarajewa. Sprzeciwiali się wizji, według której ludzi można uporządkować wyłącznie na podstawie pochodzenia, religii lub rzekomej przynależności narodowej.
Z tej inicjatywy wyrósł festiwal, który gromadzi dziś ponad 100 tysięcy płacących widzów rocznie i jest jednym z najważniejszych spotkań branży filmowej Europy Południowo-Wschodniej. Jego początki nadal widać w uwadze poświęcanej opowieściom z miejsc, o których świat zewnętrzny zbyt często przypomina sobie dopiero wtedy, gdy zaczyna się tam wojna.
Z piwnicy pod letnie niebo
Dziś festiwal nie ma jednej siedziby. Ekrany rozstawione są w całym Sarajewie: od Teatru Narodowego nad Miljacką po wielkie kino plenerowe na około 3000 miejsc i mniejsze sale w różnych dzielnicach. To, co w 1993 roku zaczęło się w chronionej piwnicy, powróciło do przestrzeni publicznej. Ludzie nie siedzą już w ukryciu przed ekranem. Wspólnie oglądają filmy pod otwartym letnim niebem.
Powrót Thomasa i Eriki Mannów
32. edycję festiwalu otworzy w piątek 14 sierpnia międzynarodowa premiera filmu „Fatherland“ Pawła Pawlikowskiego. Polski reżyser, nagrodzony wiosną w Cannes za reżyserię, osobiście zaprezentuje film w Sarajewie.
Pawlikowski prowadzi Thomasa Manna i jego córkę Erikę przez Niemcy roku 1949. Czarnym buickiem jadą z Frankfurtu w amerykańskiej strefie okupacyjnej do Weimaru w strefie sowieckiej. Między miastami leżą ruiny i kraj, który kilka lat po nazizmie dzieli się już na dwa systemy polityczne.
Dorosłym czytelnikom Thomas Mann jest zapewne znany jako autor „Buddenbrooków“, „Czarodziejskiej góry“ czy „Mario i czarodzieja“. W 1929 roku otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Po dojściu nazistów do władzy pozostał na emigracji, ostatecznie osiadł w Stanach Zjednoczonych, a podczas wojny kierował stamtąd radiowe przemówienia do Niemców.
Erika Mann była kimś znacznie więcej niż córką sławnego pisarza. Aktorka, dziennikarka i publicystka polityczna wcześnie ośmieszała nazistów w kabarecie „Die Pfeffermühle“. Reżim odebrał jej obywatelstwo niemieckie. Podczas wojny pracowała jako korespondentka, a w latach 1945–1946 relacjonowała wydarzenia w Europie i jako jedyna kobieta obserwowała procesy norymberskie.
Thomasa Manna gra Hanns Zischler, a Erikę Sandra Hüller. W obsadzie są także August Diehl i Devid Striesow.
Podróż roku 1949 jest czymś więcej niż powrotem pisarza. Mann spotyka kraj, który chce go uczcić, choć wielu Niemców wcześniej odrzucało lub ignorowało jego ostrzeżenia przed Hitlerem. Po uroczystości we Frankfurcie jedzie na obchody Goethego w Weimarze, przekraczając jeszcze przed formalnym utworzeniem dwóch państw niemieckich linię twardniejącej zimnej wojny.
Erika towarzyszy mu nie tylko jako córka. Zna zniszczone miasta, pisała o wojnie i zbrodniach, stale domaga się od ojca politycznej jednoznaczności. Łączą ich bliskość, zależność i sprzeczność. Pojawia się też pytanie, do kogo należy kraj: do tych, którzy pozostali, czy również do tych, którzy musieli odejść, ponieważ byli prześladowani?
Otwarcie festiwalu właśnie tym filmem wydaje się niemal oczywiste. Miasto niszczone, oblegane i przeznaczone do podziału według kryteriów etnicznych spogląda na inny kraj po przegranej wojnie. Tych historii nie wolno zrównywać, dotykają jednak tego samego trudnego pytania: jak społeczeństwo żyje po katastrofie ze swoją przeszłością, nie przemilczając jej i nie wykorzystując jej przeciw teraźniejszości?
Filmy z regionu, który nie kończy się na granicach
W tym roku 51 filmów walczy o Serca Sarajewa. Obok fabuł, dokumentów, filmów krótkometrażowych i studenckich są programy dla dzieci i młodzieży oraz cykl „Dealing with the Past“, poświęcony temu, jak kino może chronić pamięć i otwierać rozmowy o przemocy, odpowiedzialności i wypieraniu przeszłości.
Meksykański aktor i reżyser Diego Luna otrzyma honorowe Serce Sarajewa. Irańskiemu twórcy Asgharowi Farhadiemu poświęcono retrospektywę, a brytyjska aktorka Emily Watson przewodniczy jury filmów fabularnych.
Od nazwisk gości ważniejsza jest mapa widoczna w programie. Produkcje z Bośni i Hercegowiny, Chorwacji, Serbii, Czarnogóry, Macedonii Północnej, Kosowa, Albanii, Słowenii, Rumunii i innych krajów nie pozostają zamknięte w narodowych szufladach. Wiele filmów to koprodukcje przekraczające dzisiejsze granice.
Przykładem jest serbsko-chorwacki projekt „Yugo Goes to America“. Dokument „We Shall Live Together“ spogląda na Mostar i ludzi sprzeciwiających się nacjonalizmowi oraz utrwalonemu podziałowi miasta. Programy dla młodych twórców łączą zaś filmowców z Sarajewa, Zagrzebia, Belgradu i innych miejsc.
Taka współpraca nie rozwiązuje konfliktów politycznych, ale przeczy przekonaniu, że historie regionu można od siebie czysto oddzielić.
Pokój nie oznacza jeszcze pojednania
Trzy dekady po wojnie dawni przeciwnicy nie stali się po prostu przyjaciółmi.
Układ z Dayton zakończył w 1995 roku walki, lecz utrwalił skomplikowany, w dużej mierze etniczny porządek państwowy. Bośnia i Hercegowina składa się z Federacji Bośni i Hercegowiny, Republiki Serbskiej i specjalnego dystryktu Brčko. Wiele urzędów, praw weta i kompetencji zależy od przypisania do trzech narodów konstytutywnych.
Porządek ten zapewnił początkowo pokój, lecz przedłuża część podziałów. Szkoły przekazują różne obrazy historii. Niektóre zbrodnie wojenne są relatywizowane lub negowane. Nacjonalistyczni politycy podtrzymują nieufność, ponieważ daje im władzę. Powroty, własność i pamięć w wielu miejscach pozostają przedmiotem sporu.
W 2026 roku Wysoki Przedstawiciel dla Bośni i Hercegowiny określa bezpieczeństwo jako stabilne, ale kruche. Groźby secesji i nacjonalistyczna retoryka pokazują, że wojna nie całkiem zniknęła z polityki.
Zbyt łatwo byłoby opisać festiwal jako historię zakończonego pojednania. Wspólny seans nie zmienia konstytucji. Koprodukcja nie usuwa cierpienia ocalałych. Obowiązek porozumienia nie może też oznaczać zrównania sprawców z ofiarami ani zatarcia odpowiedzialności.
Równie nieprawdziwe byłoby jednak twierdzenie, że między tymi społeczeństwami istnieje wyłącznie wrogość.
Ludzie znów przekraczają granice, pracują razem, zakochują się, spierają i kręcą filmy. Młodzi twórcy, którzy nie przeżyli wojny, dziedziczą jej skutki, lecz niekoniecznie jej linie frontu. Opowiadają o rodzinach łączących różne przynależności, miastach o sprzecznych wspomnieniach i pokoleniu, które nie chce na zawsze podlegać decyzjom rodziców i dziadków.
Na ekranach i za kulisami festiwalu powstaje więc inna mapa. Nie jest pozbawiona granic ani ran. Ale Sarajewo, Zagrzeb, Belgrad, Lublana, Skopje, Prisztina i Podgorica są na niej nie tylko stolicami oddzielnych państw, lecz miejscami wspólnej rozmowy prowadzonej za pomocą filmu.
Razem przed ekranem
Sarajevo Film Festival rozpoczął się w oblężonym mieście, którego mieszkańcy siadali w ciemności piwnicznego kina. Nie mogli zakończyć wojny na zewnątrz. Nie wiedzieli, kiedy wyłączy się generator ani czy bezpiecznie wrócą do domu.
Postanowili jednak, że nadal będą istnieć obrazy niepochodzące od oblegających. Upierali się, by pozostać widzami, artystami i obywatelami.
Dziś po czerwonym dywanie chodzą międzynarodowe gwiazdy, odbywają się premiery, wręczane są nagrody i planowane nowe produkcje. Festiwal stał się większy, bardziej profesjonalny i bardziej lśniący. Pod tym blaskiem wciąż pozostaje pamięć o generatorze, kilku kasetach i ludziach, którzy ryzykowali życiem, by pójść do kina.
Być może właśnie w tym tkwi prawdziwa siła festiwalu. Nie twierdzi on, że wszystkie mury zniknęły. Ustawia ekran, przed którym ludzie z różnych stron znów mogą usiąść obok siebie.